SLIPKONOT W POLSCE
Dzień 09.06.2009 zapadnie w mojej pamięci na długo. Tego pamiętnego dnia w Warszawskim Torwarze odbył się koncert Slipknot'a. Jeżeli komuś tego mało jako support grał DevilDrier oraz Trivium. Niestety musze rozczarować osoby, które spodziewają się relacji z koncertu Trivium. Takowego nie będzie. A z racji tego ze najzwyczajniej najzwyczajniej w świecie na koncercie triwium wybyłem odpocząć, złapać oddech, napić się i zapalić papierosa. Tak wiec wybaczcie, ale no niestety. Ech. Od czego by tu zacząć. Nie będziemy pisać o podróży pociągiem, szukaniem towaru i spotkaniu sporej grupy osób w tym również takich, których spotkania później żałowaliśmy. Dave sorry. No a teraz do rzeczy. Po przyjeździe do Warszawy, odnalezieniu miejsca rzezi, rozłożeniu się na bruku/ trawniku i korzystaniu z możliwości odpoczynku cierpliwie czekaliśmy aż otworzą się wrota Torwaru. W końcu "nadejszla wiekopomna chwila". Początkowo wybuchło niewielkie zamieszanie -" nie wnosimy wody, ani żadnych napojów, łańcuchów, aparatów i kamer, które nie mieszczą się w ręce itp. itd." - w końcu trzeba było cos z tym wszystkim zrobić. Ogonek przesuwał się pomału w stronę wrót towaru. Było nad wyraz spokojnie. Każdy pomału bez pośpiechu, całkiem jakby szedł tam za karę, mimo to wchodziłem tam z niemałym uczuciem euforii. Po zostawieniu mandżura w szatni zabraliśmy nasze 4 litery na płytę. To, co ukazało się nam na pierwszy rzut oka wywołało lekkie zdumienie i zachwianie z racji tego ze ludzi zbyt wielu nie było, scena tez jakaś taka.. nijaka. Jednak już po 20 -30 minutach ludzi przybyło a i scena wydawała się większa.
DevilDirver.
Pierwsze brawa na imprezie zebrał pan techniczny, który pętał się chwilkę po scenie i nawet cos zagrał na gitarze, po czym rozległy się brawa. Z niecierpliwością każdy wyczekiwał panów z DevilDrivera. W końcu nadeszli. Rozpoczęli wejście mięsistym kawałkiem "Clouds Over California". Tłum jakby dostał wielkiego zastrzyku energii zaczął skakać szaleć a jednostki zaczęły się miedzy sobą przepychać. Niestety DevilDriver nie był za dobrze słyszalny. Mimo to rozwałka była ( nawet był wall of death) i po udanym aczkolwiek strasznie kakofonicznym koncercie i porządnym rozgrzaniu publiki ekipa DevilDrivera zeszła ze sceny. No i teraz smutna wiadomość dla fanów Trivium.. ja również opuściłem płytę Torwaru by odpocząć.
Slipknot.
Tak na to czekałem cały czas, cały dzień z niecierpliwością wyczekiwałem chwili, w której 9 facetów w maskach wyskoczy na scenę Torwaru, żeby roznieść to miejsce w pyl a mnie rozjechać jaja. Wpierw trzeba było się wbić, tłoczyć i dopchać blisko sceny ( czego w sumie później żałowałem no, ale to później). Po dopchaniu się pod scenę długo czekaliśmy w duchocie i temp zbliżonej do piekielnej, ale co tam. Nikt nie zwracał na to uwagi. Zaczęło się wielkie rozkładanie sprzętu. Gdy w końcu po klikudzisięciu minutach zgasły światła i z głośników zaczął wydobywać się dźwięk Intra z pierwszej płyty zatytułowanego 742617000027 każdy już wiedział co będzie później. Po chwili cały tłum zaczął napierać na przód, tłocząc się, i miotając w amoku i euforii porównywalnej z ekstaza. To był (SIC). Balem się ze zginę. Postanowiłem się za wszelka cenę z tamta wydostać co okazało się decyzja jak najbardziej słuszna. Wychodzenie z rozwścieczonego tłumu wyglądał następująco - 2 kroki do przodu, 3 w bok, 5 do tylu. Po mocnym wejściu piosenką (SIC) panowie grali kolejno piosenki ze swojej pierwszej płyty ( Eyeless, Wait And Blend, Get This, Me Inside) i nie bez powodu, ponieważ ponieważ tym roku zespół obchodzi 10 lecie swojej działalności. Przy pieśni Eyeless wynoszono młodego mężczyznę ze złamaną noga w kolanie i napadem epilepsji. Ten widok utwierdził mnie w przekonaniu ze słuszna decyzja było wycofanie się spod sceny i pózniejszy powrót pod scenę. Corey Taylor często dawał nam pośpiewać w szczególności dokrzykiwać czy tez - tak jak w przypadku Duality zaśpiewać kilka wersów. Nie obyło się bez JUMPDAFUCKUP. Pomimo braku sola Joeya Jordisona, uniósł się on na swej obrotowej platformie przy okazji kawałku Spit It Out co było nie małym widowiskiem. Reszta ekipy na czele z Chrisem Fehnem Sidem Wilsonem oraz Shawnem "Clownem" Crahanem którzy wchodzili gdzie się da, Sid zwisał przez czas jakiś głowa w dół z zestawu perkusyjnego Clowna, czy też namiętnie uderzając kijami baseballowymi z wielkie kegi po piwie. Ciężko opisać słowami to co się tam działo. Torwar drżał w posadach, publika szalała i poddawała się bez zastanowienia woli Coreya, który niczym zagorzały wojskowy wyciskał z człowieka resztki energii wraz z ekipa. Jak zwykle panowie oznaczeni numerami dali świetny koncert, wielkie show oraz pozostawili niezapomniane wrażenia. Jak najbardziej na plus w moim mniemaniu było to ze panowie nie grali aż tak wielu kawałków z płyt Vol. 3 która nie przypadła mi do gustu, w zamian za to grając tyle kawałków ze starej płyty i płyty Iowa. Niestety pan Joey Jordison nie zagrał solówki, podobnie jak dj Sid Wilson na deckach. Mimo to, gdy już ostatecznie zeszli ze sceny żyło się jeszcze nadzieja ze wrócą i zagrają chociażby jedna piosenkę, i wydaje mi się ze mógłby to być nawet wlazł kotek a i tak spowodowałoby to u wielu fanów plam w kształcie płuc na spodniach. I prawdę powiedziawszy gdyby nie mój doskonale wyćwiczony pęcherz zapewne takowa plama by się pojawiła. I nie tylko ona. Ale nie wnikajmy w szczegóły. Imprezę zaliczam do największych wydarzeń w moim życiu. Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek miałby okazje zobaczyć zespól 9 zamaskowanych ludzi w składzie Sid Wilson, Joey Jordison, Chris Fen, Paul Gray, Craig Jones, James Root, Shawn Crahan, Mick Thomson oraz Corey Taylor i przepuści taka okazje.. może po prostu zostać asceta albo zacząć słuchać Dody, ponieważ stracił największy GIG swojego życia.
Setlista Slipknota:
(sic)
Eyeless
Wait and Bleed
Get This
Me Inside
Before I forget
The Blister Exisits
Dead Memories
Left Behind
Disasterpiece
Frail Limb Nursery
Purtiy
Everything Ends
Pyschosocial
Duality
People = shit
Surfacing
Spit It Out
SPANKY
>>>SKOMENTUJ RELACJE NA FORUM drWOOmusicinfo<<<
<<<powrót
|